Zastawki serca po nowemu

Rozmowa z prof. dr. hab. Adamem Witkowskim, kierownikiem Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Instytutu Kardiologii w Warszawie, o nowej metodzie wszczepiania zastawki aortalnej.

Jacy pacjenci muszą się poddać zabiegowi wymiany zastawki serca?

Są to przeważnie pacjenci starsi, tacy, którzy mają nabyte zwężenie zastawki aortalnej, a ono zwykle ujawnia się w starszym wieku na skutek zmian degeneracyjnych. Operację można wykonać metodą klasyczną lub metodą nową, przezcewnikową. Do tej drugiej kwalifikujemy głównie chorych, którzy nie mogą być zoperowani klasycznie, z uwagi na zbyt duże ryzyko powikłań, przede wszystkim zgonów w trakcie i po operacji.

Którzy pacjenci nie mogą być operowani klasycznie?

Są różne przeciwwskazania, które często wynikają z wieku, a zwłaszcza z chorób współistniejących związanych z tym wiekiem, które zwiększają ryzyko operacji. To może być choroba wieńcowa, stan po poprzedniej operacji kardiochirurgicznej, jak np. wymiana zastawki lub wszczepienie pomostów aortalno-wieńcowych, niewydolność nerek, przewlekła choroba płucna, i tak dalej.

Ilu Polaków rocznie wymaga wymiany zastawki?

Około 4–5 procent osób powyżej 75. roku życia ma zwężenie zastawki aortalnej, z tego prawie około 10 procent ma zwężenie ciasne, które wymaga interwencji. Około 40 procent z tej ostatniej grupy pacjentów powinno przejść wymianę zastawki metodą przezcewnikową.

Ile takich przezcewnikowych zabiegów robi się w Polsce?

W zeszłym roku zrobiono ich 670 w skali całego kraju. Oznacza to dość duży skok w porównaniu z 2014 rokiem, kiedy wykonano tylko 453 zabiegi. Jednak w naszej ocenie pacjentów, którzy wymagaliby wymiany zastawki metodą przez cewnikową, jest więcej. Powinniśmy wykonywać około 2000 takich zabiegów rocznie.

Czyli – zapotrzebowanie jest trzykrotnie większe niż wykonania. Z czego to wynika?

Z przyczyn prozaicznych – finansowych. Zabiegi metodą przezcewnikową są finansowane z tej samej puli pieniędzy, co klasyczne operacje. Potrzeba na to więcej pieniędzy. Rozmawiamy o tym z decydentami w polskiej służbie zdrowia. Z inicjatywy Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego powstała kampania „Zastawka to życie”. Mam nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu przekłada się to na zwiększenie liczby zabiegów. Gdybyśmy chcieli być w środku europejskiej stawki, musielibyśmy robić 50–60 zabiegów metodą przezcewnikową na milion mieszkańców, a my w 2015 roku zrobiliśmy 17.

Jak wygląda taki zabieg? W jakim znieczuleniu się odbywa? Jak długo trwa?

Zabieg tego typu staramy się robić z nakłucia tętnicy udowej w pachwinie. To najmniej obciążające organizm pacjenta dojście. Znakomita większość zabiegów odbywa się bez konieczności znieczulenia ogólnego. Pacjenta utrzymuje się w lekkim stłumieniu (sedacji) i w znieczuleniu miejscowym. Cały zabieg trwa 2–2,5 godziny. Po dwóch dobach po zabiegu chory jest uruchamiany i jeśli nic się nie dzieje, po 4–5 dniach może wyjść do domu.

Części zabiegów jednak nie da się wykonać z dojścia przez tętnicę udową. Zdarza się bowiem, że u starszych ludzi tętnice są bardzo zmienione. W związku z tym musimy wykorzystywać inne dostępy (często chirurgiczne), jak na przykład dojście od koniuszka lewej komory serca czy przez bezpośrednie nakłucie aorty. Takie zabiegi wymagają ścisłej współpracy z kardiochirurgiem i odbywają się w znieczuleniu ogólnym. Korzyść z tego nadal jest taka, że mimo dostępu chirurgicznego jest to zabieg bez konieczności stosowania krążenia pozaustrojowego i zatrzymania czynności serca.

Iza Szumielewicz
Pełna treść artykułu w najnowszym wydaniu "Żyj Długo".